Usiedli. Nieznajomy czuł się nieswojo. Nigdy nie siedział za dnia ot tak, nie zajmując się liczeniem. Na bezczynność pozwalał sobie tylko podczas snu.
- Zjedz coś - powiedział Wędrowiec, podtykając mu pod nos porcję swojego posiłku.
- Nie - odparł tamten.- Od jakiegoś czasu nie jem, nie mam do tego głowy.
- No zjedz - ponowił propozycję Wędrowiec - coś mi mówi że posiłek dobrze zrobi na twój zgubiony czas.
- Tak naprawdę.....hmmmm.....nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem. - Najgorzej że tak się spieszę.
Nieznajomy wyraźnie toczył poważną wewnętrzną walkę, choć sprawa tyczyła tak błahej sprawy jak posiłek.
- No dobrze, co mi szkodzi. - w końcu odparł i zjadł.
Po chwili jego oczy otworzyły się szerzej i nabiegły krwią. Złapał się za gardło próbując złapać tchu, po czym padł na ziemię dusząc się, błagalnie spoglądając na Wędrowce. Liczył na jego pomoc. Ten jednak przeżuwał spokojnie uśmiechając się i patrząc na odległą wieże w oddali. Minął jakiś czas i nieznajomy zaczął dochodzić do siebie. Złapał oddech. Mało tego, jego blada dotąd skóra okryła się rumieńcem a w oczach pojawiła się iskra, której na próżno byłoby wypatrywać jeszcze niedawno......
cdn....
CHAOS!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz