Samotność w Martwogradzie
Wędrowiec stanął u bramy Martwogradu. Był niezmiernie ciekaw spotkań jakie mogą mu się przytrafić. Brama była strasznie stara i dawno nie otwierana, co sugerował mech i kurz spajający jej odrzwia. Poddała się z cichym skrzypieniem pod lekkim naciskiem ręki Wędrowcy. W nozdrza uderzył go chłód i zapach wilgoci wydobywający się z drugiej strony. Wszedł raźno, wesoło pogwizdując, co może dziwić zwykłego człowieka, zważywszy na półmrok, ciszę i drżące cienie pojawiające się dookoła. Należy wspomnieć że Wędrowiec nie został skażony w dzieciństwie uczuciem strachu, natomiast zaszczepiono mu ogromną ciekawość i pasję w poznawaniu nieznanego.
Po jakimś czasie zauważył postać majaczącą w oddali. Był do dość elegancki jegomość, mamroczący pod nosem i notujący coś w swoim małym notatniku. Wędrowiec zatrzymał się, subtelnie zachodząc mu drogę:
- Witaj człowieku! - zawołał przyjaźnie.
- Dwanaście tysięcy pięćset razy trzysta dwadzieścia....- liczył na głos nieznajomy - co? A tak, witam i do widzenia.....to będzie razem cztery okrągłe miliony!!!! Tyle przede mną pracy a tak mało czasu!!!!
- Zaczekaj, nie pędź tak! Czego ci brakuje? Czasu? Może pomogę go tobie poszukać? Powiedz tylko co to takiego, jak wygląda i gdzie może być? - Z rozbrajająco szczerym uśmiechem zawołał Wędrowca. Nieznajomy przystaną, przestał mamrotać, badawczo obejrzał Wędrowca, który szczerząc zęby wygrzebał ze swojej torby podróżnej pakunek z prowiantem.
- Usiądźmy i zjedzmy wspólnie, a potem opowiesz mi co to za zamieszanie z tym czasem........
cdn
CHAOS!!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz